Oficjalna strona sekcji rugby KS Posnania Poznań
slide01 slide01 slide01 slide01
ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA 2017
II WINOGRADZKA PYRA

NABÓR DO
SEKCJI RUGBY
NABÓR
AKTUALNOŚCI !

POSNANIA_RUGBY 7

BLACK ROSES

SARMACI RUGBY

JESTEŚMY TUTAJ

ODWIEDZILI NAS
free counters
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
POSNANIA RUGBY CLUB

KS POSNANIA POZNAŃ

SPONSORZY

WSPÓŁPRACA

PATRONAT MEDIALNY

WSPÓLNIE PRZECIW BIAŁACZCE

Nasza strona
Działamy:
SIX NATIONS CUP - PART 3.

To już kolejny mecz, w którym Włosi pokazali pazur, udowodnili, że mają spore możliwości, ale po słabszej drugiej połowie ponownie opuszczali boisko pokonani. W trzeciej kolejce Pucharu Sześciu Narodów, na Aviva Stadium w Dublinie Irlandia pokonała Azzurrich 42:10 (17:10).

Początek spotkania i pierwsza połowa była zacięta, a Irlandczycy schodzili na przerwę prowadząc, jedynie dzięki przyłożeniu Tommy'ego Bowe w 40. minucie. Pierwsze punkty zdobyli jednak Włosi, swoją drugą próbę na punkty zamienił powołany przed tym spotkaniem łącznik ataku Tobias Botes. Jonathan Sexton szybko odpowiedział mu wyrównując stan spotkania, a krótko po upływie kwadransa na pole punktowe wdarł się bardzo aktywny w tym okresie gry Keith Earls.

Włosi jednak nie zamierzali oddać inicjatywy rywalom. Ruszyli do ataku i na dobre dziesięć minut zepchnęli rywali do defensywy, uciszając cały Aviva Stadium. Kluczowe okazało się wejście Barberiego, który zaabsorbował aż pięciu obrońców, robiąc miejsce do przyłożenia kapitanowi Sergio Parisse. Botes podwyższył wyrównując stan spotkania, ale ostatnie słowo w tej odsłonie należało do Irlandczyków. Gospodarze zagrali z jednej strony na drugą, wypracowali sobie przewagę, a akcję wykończył Tommy Bowe.

Wydawało się, że w drugiej połowie będą czekać nas spore emocje i odpowiedź Włochów, ale z tych wyraźnie zeszło powietrze. Oddali inicjatywę gospodarzom, którzy bezwzględnie ją wykorzystali, w drugiej odsłonie zdobywając trzy przyłożenia. Na początek jednak Sexton pozwolił powiększyć przewagę Irlandii o kolejne dwa rzuty karne, a następnie, po kilku przegrupowaniach świetnie podał szeroko na skrzydło do Tommy'ego Bowe. Mclean był o milimetry od przechwycenia tej piłki, ale ostatecznie dotarła ona do skrzydłowego Ospreys, który zdobył swoje drugie przyłożenie tego popołudnia.

Wydawało się, że końcówka nie przyniesie już wielu emocji, ale przy stanie 30:10 dla Irlandii i 77. minucie na zegarze na pole punktowe, tuż obok przegrupowania wbił się Tom Court. Nie minęły trzy minuty, kiedy na polu zameldował się Andre Trimble, dobijając Włochów piątym przyłożeniem. Przy okazji podwyższenia Sexton spudłował po raz pierwszy tego wieczoru, ale jego drużyna i tak wykonała zadanie, rozbijając Włochy 42:10.

Irlandia - Włochy 42:10 (17:10)


Irlandia: Sexton 17, Bowe 10, Earls 5, Court 5, Trimble 5
Włochy: Botes 5, Parisse 5

Irlandia:
15 Rob Kearney, 14 Tommy Bowe, 13 Keith Earls, 12 Gordon D'Arcy, 11 Andrew Trimble, 10 Jonathan Sexton, 9 Conor Murray, 8 Jamie Heaslip, 7 Sean O'Brien, 6 Stephen Ferris, 5 Paul O'Connell (c), 4 Donncha O'Callaghan, 3 Mike Ross, 2 Rory Best, 1 Cian Healy.
Rezerwowi: 16 Sean Cronin, 17 Tom Court, 18 Donnacha Ryan, 19 Peter O'Mahony, 20 Eoin Reddan, 21 Ronan O'Gara, 22 Fergus McFadden.

Włochy: 15 Andrea Masi, 14 Giovanbattista Venditti, 13 Tommaso Benvenuti, 12 Alberto Sgarbi, 11 Luke McLean, 10 Tobias Botes, 9 Edoardo Gori, 8 Sergio Parisse (c), 7 Robert Barbieri, 6 Alessandro Zanni, 5 Marco Bortolami, 4 Quintin Geldenhuys, 3 Lorenzo Cittadini, 2 Leonardo Ghiraldini, 1 Michele Rizzo.



To miał być jeden z najciekawszych meczów tej edycji Pucharu Sześciu Narodów i takim niewątpliwie był. Choć na Twickenham padło tylko jedno przyłożenie okazało się ono decydujące, a całe spotkanie toczyło się w dobrym tempie i trzymało w napięciu. Z końcowym gwizdkiem ręce w górę mogła wyrzucić tylko jedna drużyna i po raz trzeci w tej edycji była to Walia, która pokonała Anglię 19:12 (6:9), sięgając po Triple Crown.

Stewart Lancaster w meczu toczonym przed dziesiątkami tysięcy kibiców, w Mekce angielskiego rugby zdecydował się postawić na Owena Farrella jako łącznika ataku i wprowadzić Lee Dicksona na pozycję łącznika młyna. Na ławce zasiedli wracający po kontuzji Toby Flood i Ben Youngs. Ustawienie zdało egzamin, bo duet uniknął wyraźnych błędów. Cały mecz był niezwykle zacięty i wyrównany. Trwała prawdziwa zażarta walka, która nie pozwalała oderwać wzroku od tego co działo się na murawie. W końcowym rozliczeniu zadecydował jeden poważny błąd i doskonałe zachowanie Scotta Williamsa, który zdobył przyłożenie rozstrzygające o losach spotkania.

W pierwszej połowie optyczną przewagę mieli Walijczycy. George North był na dobrej drodze by zdobyć przyłożenie, ale zatrzymał go David Strettle, który w ostatniej chwili trącił jego stopę, zatrzymując w drodze na pole punktowe. Z drugiej strony najlepszą okazję miał Manu Tuilagi. Samoańczyka zatrzymał jednak Sam Warburton, którego gra w obronie ponownie okazała się nieoceniona. Kapitan Walijczyków za swoją postawę został również wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania.

W pierwszej połowie starcie było na tyle wyrównane, że gra opierała się na wykorzystywaniu błędów przeciwnika. Leigh Halfpenny spudłował pierwszy rzut karny, ale po tym, jak Owen Farrell wyprowadzić Anglików na prowadzenie celnym kopem z podstawki, walijski obrońca szybko odpowiedział, doprowadzając do wyrównania. Doszło do jeszcze jednej wymiany "uprzejmości", a przed przerwą szalę na angielską stronę przeważył Farrell celnie egzekwując trzeci rzut karny.

Tuż po wznowieniu z boiska z żółtą kartką został wyrzucony Rhys Priestland, którego tego wieczoru zdecydowanie nie rozgrywał swojego najlepszego meczu. Farrell szybko wykorzystał rzut karny z łatwej pozycji i było już 12:6. Grając w 14 Walijczycy nie przestali być jednak groźni. Rozpoczęli swoją tradycyjną grę złożoną z kilkunastu faz, którą zyskiwali czas, terytorium, a także udało im się zmusić przeciwnika do błędu, który na punkty zamienił ponownie Halfpenny. Choć przewagę terytorialną utrzymywali gospodarze, na dziesięć minut przed końcem obrońca Walii ponownie otrzymał szansę kopu i nie zmarnował jej, wyrównując stan meczu.

Wkrótce po tym, przy remisie 12:12 doszło do kluczowej akcji meczu. Courtney Lawes źle zachował się w kontakcie, bo piłkę zdołał wyłuskać mu Scott Williams. Rezerwowy środkowy ruszył ostro do przodu, kopnął piłkę po między obrońcami, a następnie dotarł do niej pierwszy. Miał też trochę szczęścia, bo piłka odbiła się od ziemi wpadając wprost w jego ręce i pozostało mu już tylko zanurkować na pole punktowe. Leigh Halfpenny podwyższył i mecz wydawał się rozstrzygnięty.

Wydawała się, bo Anglicy nie przestali atakować. Przejęli piłkę po rozpoczęciu i jak wygłodniałe wilki rzucili się na rywali. W doliczonym czasie gry David Strettle pędził do narożnika boiska, ale w ostatniej chwili zatrzymał go Jonathan Davies. Wydawało się, że mimo to skrzydłowy położył piłkę na polu punktowym, a powtórki telewizyjne nie wyjaśniły do końca wątpliwości. Wydaje się, że decyzję można było podjąć i w jedną i w drugą stronę, a po konsultacji z sędzią technicznym, prowadzący zawody Steve Walsh z Nowej Zelandii nie uznał punktów i zakończył mecz. Triple Crown tym samym trafiło w ręce Walijczyków, którzy wykonali olbrzymi krok w kierunku zwycięstwa w tegorocznej rywalizacji.

Anglia - Walia 12:19 (9:6)


Anglia: Farrell 12
Walia: Halfpenny 14, S. Williams 5

Anglia: 15 Ben Foden, 14 Chris Ashton, 13 Manusamoa Tuilagi, 12 Brad Barritt, 11 David Strettle, 10 Owen Farrell, 9 Lee Dickson, 8 Ben Morgan, 7 Chris Robshaw (capt), 6 Tom Croft, 5 Geoff Parling, 4 Mouritz Botha, 3 Dan Cole, 2 Dylan Hartley, 1 Alex Corbisiero.
Rezerwowi: 16 Rob Webber, 17 Matt Stevens, 18 Courtney Lawes, 19 Phil Dowson, 20 Ben Youngs, 21 Toby Flood, 22 Mike Brown.

Walia: 15 Leigh Halfpenny, 14 Alex Cuthbert, 13 Jonathan Davies, 12 Jamie Roberts, 11 George North, 10 Rhys Priestland, 9 Mike Phillips, 8 Toby Faletau, 7 Sam Warburton (capt), 6 Dan Lydiate, 5 Ian Evans, 4 Alun-Wyn Jones, 3 Adam Jones, 2 Ken Owens, 1 Gethin Jenkins.
Rezerwowi : 16 Richard Hibbard, 17 Paul James, 18 Ryan Jones, 19 Justin Tipuric, 20 Lloyd Williams, 21 James Hook, 22 Scott Williams.
Rezerwowi : 16 Tommaso D'Apice, 17 Fabio Staibano, 18 Antonio Pavanello, 19 Simone Favaro, 20 Fabio Semenzato, 21 Kris Burton, 22 Gonzalo Canale.



Walijczycy mają już na koncie komplet sześciu punktów, a reprezentacja Francji do dzisiejszego popołudnie miała rozegrane zaledwie jedno spotkanie. Aby utrzymać kontakt punktowy z zespołem Warena Gatlanda koniecznie musiała zwyciężyć na trudnym, szkockim terenie. To się udało i Trójkolorowi pokonali Szkotów 23:17 (10:10).

Już sam początek niedzielnej potyczki pokazał, że Trójkolorowi nie będą mieli łatwego zadania. W 7. minucie podopieczni Andy'ego Robinsona zadali przecinkowi bardzo mocny cios. Po zespołowej akcji przyłożenie zdobył obrońca Glesgow Warriors Stuart Hogg. Podwyższenie na punkty zamienił łącznik ataku Greig Laidlaw, który potem powiększył prowadzenie gospodarzy trafiając z rzutu karnego w 25. minucie gry.

Wtedy do pracy zabrali się wice mistrzowie świata, po karnym za atak z pozycji spalonej Francuzi kopnęli w aut i rozpoczęli grę 22 metry od linii pola punktowego. Po pewnie wygranym aucie zagrali piłkę do formacji ataku, a po podaniu Vincenta Clerca na pole punktowe wpadł center Clermont Wesley Fofana, który w tegorocznym Pucharze Sześciu Narodów debiutuje w narodowych barwach. Podwyższył łącznik młyna Morgan Parra. Ten sam zawodnik ustalił wynik do przerwy celnie wykonując rzut karny w 38. minucie gry.

Kwadrans po zmianie stron „Mekka” szkockiego rugby znów eksplodowała z radości, kolejną znakomitą akcją popisał się atak drużyny spod znaku ostu. Piłka po kilku świetnych podaniach trafiła w ręce skrzydłowego Edinburgh Lee Jonesa, który umieścił ją na polu punktowym przeciwnika. Z minuty na minutę gospodarze opadali jednak z sił, co skrzętnie wykorzystali goście zza kanału La Manche. Najpierw po godzinie gry kapitalny kontratak na punkty zamienił obrońca Toulouse Maxime Medard, a pewnie kolejne dwa punkty dla swojej drużyny zdobył Parra. Przy wyniku 20:17 dla gości, wśród Szkotów tliła się jeszcze nadzieja, jednak trafienie z drop gola rezerwowego Lionela Beauxisa przypieczętowało bardzo cenne wyjazdowe zwycięstwo ekipy Philippea Saint-Andre.

Szkoci po raz kolejny zaprezentowali się bardzo dobrze, długimi fragmentami byli stroną przeważającą. W sprawieniu niespodzianki częściowo przeszkodziły im dwie wymuszone zmiany w 31. minucie gry. Za dowód znakomitej postawy gospodarzy niech świadczy fakt wyboru skrzydłowego młyna Edinburgh Rossa Rennie'go na gracza meczu.

Szkocja - Francja 17:23 (10:10)


Szkocja: Laidlaw 5, Hogg 5, Jones 5, Weir 2
Francja: Parra 10, Fofana 5, Medard 5, Beauxis 3

Szkocja: 15 Stuart Hogg, 14 Rory Lamont, 13 Sean Lamont, 12 Graeme Morrison, 11 Lee Jones, 10 Greig Laidlaw, 9 Mike Blair, 8 David Denton, 7 Ross Rennie, 6 John Barclay, 5 Jim Hamilton, 4 Richie Gray, 3 Geoff Cross , 2 Ross Ford (c) 1 Allan Jacobsen.
Rezerwowi: 16 Scott Lawson, 17 Ed Kalman, 18 Alastair Kellock, 19 Richie Vernon, 20 Chris Cusiter, 21 Duncan Weir, 22 Nick De Luca.

Francja: 15 Maxime Médard, 14 Vincent Clerc, 13 Aurélien Rougerie, 12 Wesley Fofana, 11 Julien Malzieu, 10 François Trinh-Duc, 9 Morgan Parra, 8 Louis Picamoles, 7 Imanol Harinordoquy, 6 Thierry Dusautoir (capt), 5 Yoann Maestri, 4 Pascal Papé, 3 Nicolas Mas, 2 Dimitri Szarzewski, 1 Jean-Baptiste Poux.
Rezerwowi : 16 William Servat, 17 Vincent Debaty, 18 Lionel Nallet, 19 Julien Bonnaire, 20 Julien Dupuy, 21 Lionel Beauxis, 22 Maxime Mermoz.

źródło: RugbyPolska.pl
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?